Andrzej Bobola – historia
Zamieściłem to zdjęcie strony tytułowej znakomitej książki Joanny Wieliczki-Szarek i Jarosława Szarka – zamiast tytułu. Tytuł książki, który jest przytoczeniem słów samego świętego Andrzeja Boboli mówi sam za siebie. Jest zwróceniem uwagi samego świętego na jego osobę, na jego dzieło i na jego misję (posłannictwo), którą otrzymał od miłosiernego Boga. Misję skierowaną ku naszemu polskiemu narodowi. On sam jest cennym darem danym nam, Polakom, przez samego Stwórcę.
16 maja 2002 roku w Sanktuarium Świętego Andrzeja Boboli w Warszawie przy ul. Rakowieckiej został odczytany dokument watykańskiej Kongregacji uznający oficjalnie świętego Andrzeja za patrona Polski.
Święty Andrzej Bobola jest patronem szczególnym. Jest męczennikiem, podobnie jak inny patron Polski – święty Stanisław ze Szczepanowa – nazwany przez biskupów polskich w liście wydanym z powyższej okazji „patronem ewangelizacji w trudnych czasach” i „, jak na to wskazuje Słowo Boże z jego liturgicznego święta, w sposób szczególny patronem jedności”.
Informację o świętym Andrzeju Boboli zacząłem niejako od końca, od informacji o chwale nieba, której dostąpił po swojej okrutnej śmierci.
A teraz przejdę do początku narracji, która należy się czytelnikom parafialnej strony internetowej Parafii pw. Świętego Józefa Rzemieślnika w Wawrowie a także członkom powstałego w 2024 roku Bractwa Św. Andrzeja Boboli, co wiązało się m.in. ze sprowadzeniem relikwii Świętego do wawrowskiego kościoła.
Ale od początku…
Najbardziej prawdopodobnym miejscem urodzenia Andrzeja jest Strachocina, a datą jego urodzenia 30 listopada 1591 roku. Rodzice wychowali go w przywiązaniu do wiary katolickiej. W 1606 wysłali go do szkoły jezuitów, do pierwszego na ziemiach Rzeczypospolitej ich kolegium, w Braniewie na Warmii. Szkoły jezuickie stawiały na rozwój humanistyczny człowieka, moralność stawiając na pierwszym miejscu. Wysokie walory edukacyjne i pedagogiczne kolegiów jezuickich zyskały sobie popularność i zainteresowanie nie tylko wśród katolików, ale także wśród protestantów. Sukcesy szkół jezuickich przyczyniły się do zatrzymania rozwoju reformacji, a w wieku XVII protestantyzm został powstrzymany całkowicie. Pod wpływem Stanisława Hozjusza i Piotra Skargi nawróciło się z protestantyzmu wielu znanych Polaków, którzy wcześniej „zarazili” się modnymi trendami protestanckimi.
Andrzej do Braniewa trafił mając piętnaście lat, a w 1611 roku poprosił o przyjęcie do zakonu. 31 lipca tegoż roku został przyjęty do nowicjatu Towarzystwa Jezusowego w Wilnie. Dwa lata później, 31 lipca 1613 roku ukończył nowicjat i rozpoczął studia w Akademii Wileńskiej. W Wilnie spędził dwadzieścia jeden lat z czterdziestu sześciu przeżytych w Towarzystwie Jezusowym. 12 marca 1622 roku Andrzej Bobola został wyświęcony na kapłana, po czym został wysłany na okres tzw. probacji do Nieświeża, gdzie pełnił funkcję rektora kościoła. Poświęcił się także wędrownym misjom ludowym, prowadzonym na terenach zagrożonych protestantyzmem.
„Zaledwie rok duszpasterskiej pracy Andrzeja wystarczył, aby zyskał on uznanie współbraci zakonnych.” Zapewne taka opinia spowodowała, że w 1624 roku został wysłany do Wilna, gdzie do 1630 roku, w kościele św. Kazimierza, był kaznodzieją i spowiednikiem. Tam też w 1630 roku złożył profesję czterech ślubów, po czym wyjechał do Bobrujska nad Berezynę, na tereny bardzo mocno zaniedbane religijnie.
Na początku 1643 roku został wysłany do kolegium w Pińsku, gdzie do lipca 1646 roku był kaznodzieją, kierownikiem szkoły i moderatorem Sodalicji Mariańskiej ziemian Pińszczyzny. To tam, „pomimo gróźb i przeszkód ze strony duchownych prawosławnych, wielu schizmatyków uczęszczało do jezuickiego Kościoła na kazania i nauki katechizmowe i pod ich wpływem przechodziło na katolicyzm. Wielu ze szlachty prawosławnej oddawało swe dzieci na naukę do kolegium jezuickiego, za czym zwykle szło nawrócenie się ich rodziców.”
Unia brzeska 1596 i jej następstwa
Unię brzeską poprzedziła unia lubelska, zawarta w 1569, która połączyła w Rzeczpospolitą Obojga Narodów Koronę Polską i Wielkie Księstwo Litewskie. Wtedy to w jednolitym organizmie państwowym znaleźli się i katolicy i wyznawcy prawosławia. Zagrożeniem dla asymilacji wyznawców obu wyznań stał się utworzony w 1589 roku patriarchat Moskwy i całej Rusi, zależny od carów rosyjskich, który rościł sobie prawo do jurysdykcji kościelnej nad prawosławiem polskim. A to uderzało w rację stanu Rzeczpospolitej. Rozwiązaniem tego konfliktu mogło stać się zjednoczenie polskiego katolicyzmu i prawosławia przez zwarcie unii miedzy kościołami.
Zwolennikiem unii był ksiądz Piotr Skarga, który pisał: „O jakbyśmy się cieszyli i w chwale Bożej rośli, gdybyśmy my do waszego, a my do waszego Kościoła chodząc jako jednej owczarni owce wspólnie u ołtarza jednego lubo po grecku lubo po rzymsku ofiary przenajświętsze czynili, w jednym rozumieniu i miłości chwalili wspólnego Pana.”
Do zawarcia unii doszło w październiku 1569 roku. Zwolennikami Unii Brzeskiej byli Jezuici, do zakonu którego należał Andrzej Bobola. W wyniku tego zwłaszcza wśród ludności wiejskiej i z małych miasteczek doszło do zatarcia różnic pomiędzy obrządkami łacińskim i unickim.
Zdecydowanymi przeciwnikami unii byli patriarchowie moskiewscy i carowie rosyjscy. W tej sytuacji duchowieństwo prawosławne znalazło zwolenników w Kozakach, którzy zaczęli w prawosławiu poszukiwać swojej tożsamości. Te antyunijne siły doprowadziły do rozpalenia nienawiści do „łacinników” i to do tego stopnia, że widząc księdza łacińskiego, plują oni (lud ruski) na ziemię za zgrozy i obrzydzenia.”
Prześladowania katolików i unitów
Od 1620 roku rozpoczęły się prześladowania kozackie – mordy i więzienia. W 1620 roku Andrzej Bobola rozpoczął posługę w Nieświeżu. W latach 1632-1634 trwała wojna Władysława IV z Moskwą, w której polski król zwyciężył. Przez wiele lat trwały bunty kozackie przeciwko unii. Największym był rozpoczęty w 1648 roku bunt Bohdana Chmielnickiego, głoszącego walkę o obronę prawosławia. Dążył on do „wyzwolenia” spod władzy lackiej wszystkich Rusinów, a chcąc uzyskać niezależność próbował rozgrywać przeciw sobie trzy mocarstwa zainteresowane sytuacją na Ukrainie: Rzeczpospolitą, Rosję i Turcję. W 1654 roku starszyzna kozacka opowiedziała się za… podporządkowaniem się Rosji, która od razu wmieszała się w wojnę z Rzeczpospolitą, aby przejąć kozacką Ukrainę. Wojna Rzeczpospolitej z Rosją trwała od 1656 do 1667 roku. Ramieniem zbrojnym Rosji byli Kozacy, którzy postępowali okrutnie ze swoimi polskimi i unickimi przeciwnikami.
Wśród prześladowanych byli Jezuici, którzy byli zwolennikami unii. O kozackim barbarzyństwie pisał książę Władysław Zasławski, starosta łucki: „Jako w kościołach wielkie nieuszanowanie samego Boga, a szczególnie w kościele jezuickim w Winnicy, gdzie wyrzuciwszy Najświętszy Sakrament nogami deptali, a kielichami do siebie, poubierawszy się w aparamenty kościelne, gorzałkę pili, kapłanów okrutnie pomordowali, nawet i trupów z grobów dobywając, a rozsiekawszy je w sztuki, psom rozrzucali”.
Czterdziestu ośmiu jezuitów zginęło śmiercią męczeńska przed Andrzejem Bobolą. A w ogóle był on osiemdziesiątym czwartym jezuitą-Polakiem, który poniósł śmierć męczeńską. W XVII wieku zginęło jeszcze kilkunastu.
Chmielnicki i kozacka dzicz szalały na Polesiu i Lubelszczyźnie paląc i mordując. Po odbiciu przez regimentarza Adama Jelskiego Pińska i zwycięstwie Polaków pod Beresteczkiem została podpisana ugoda z Kozakami w Białej Cerkwi. To pozwoliło jezuitom powrócić do swojej działalności misyjnej. W 1652 roku do Pińska wrócił z Wilna Andrzej Bobola. Tam objął obowiązki kaznodziei w kościele Świętego Stanisława.
Andrzejowi Boboli przyszło tam pracować w niezwykle trudnych warunkach. Stan religijny tamtejszych mieszkańców był opłakany, jak pisał o. Poplatek. Katolicy tam mieszkający poza chrztem nie dbali o inne sakramenty, nie znali prawd wiary, jedyną ich modlitwą było „Hospody pomyłuj”. Hołdowali zabobonom i przesądom. Zmorą tych ludzi było ich pijaństwo. W tych warunkach jezuici podjęli się naprawiania sytuacji poprzez robienie spotkań w domach lokalnej ludności, gdzie przedstawiali prawdy religijne i „oswajali” ludność z katolicyzmem. Ten sposób szerzenia wiary zaczął przynosić efekty.
W ten sam sposób prawdy wiary głosił i Andrzej Bobola. Dzięki jego działalności misyjnej całe wsie przechodziły na katolicyzm. Jego niestrudzenie w pozyskiwaniu ludzi dla Boga było przez katolików oceniane bardzo pozytywnie, ale tym samym budziło coraz większą niechęć i wrogość ze strony prawosławnych.
Kiedy w 1655 roku Wilno i Pińsk zostały zdobyte przez Moskali, represje wymierzone w katolików i unitów, w tym i jezuitów, przybrały na sile, a Moskale mordowali ich z zaciekłością i nienawiścią.
W tym czasie Rzeczpospolita walczyła ze Szwedami, którzy najechali nasz kraj w tymże 1655 roku. 6 grudnia 1656 roku w Siedmiogrodzie podpisany został przez wrogów Polski traktat rozbiorowy, na mocy którego królem Polski miał zostać książę Siedmiogrodu Jan II Rakoczy, który w styczniu 1657 roku wkroczył do Rzeczypospolitej. W wyniku kolejnych walk i zawieruchy wojennej Kozacy ukraińscy i wołoscy powrócili na Wołyń i Polesie, by kontynuować gwałty, rabunki i mordy na katolikach i unitach. Kiedy w Pińsku pojawili się Kozacy w liczbie około dwóch tysięcy, dopadli na plebanii jezuitę Szymona Maffona, współpracownika Andrzeja Boboli w dziele misyjnym i urządzili mu okrutną kaźń. „Odarto go z ubrania i gwoźdźmi przybito do ławy, głowę okręcono powrozami tak mocno, że aż oczy wyszły mu na wierzch, zdarto skórę z piersi i pleców, a żywe ciało polewano wrzątkiem, aż w końcu zamordowano go cięciem w kark.”
Męczeństwo Andrzeja Boboli
Następnego dnia, 16 maja, w święto Wniebowstąpienia Pańskiego rozochoceni Kozacy wpadli do Janowa Poleskiego i rozpoczęli rzeż katolików i żydów. Tamtejsi prawosławni wskazali też Kozakom „duszo chwata” Andrzeja Bobolę, który w tym czasie przebywał w Peredyle.Dowódca Kozaków wysłał tam swoich ludzi by ujęli A. Bobolę. Andrzej Bobola zamierzał wyjechać stamtąd, ale Kozacy złapali go cztery kilometry od Peredylów. Kozacy próbowali najpierw nawracać go na wiarę prawosławną, ale bezskutecznie. Wtedy zdarli z niego sutannę, przywiązali do płotu i obijali nahajkami, bili potwarzy, wybijając zęby. Następnie przywiązanego sznurem do konia, ciągnięto go po ziemi aż do Janowa Poleskiego. Skatowany, dowleczony do Janowa został oddany w ręce starszyzny kozackiej. Kozacy rozwścieczeni uporem wytrwania w wierze katolickiej przez Andrzeja Bobolę cięli go szablami, a ten zasłaniając się rękami doznał licznych ran od tych uderzeń. W takim stanie zaciągnięto go do stojącej na rynku janowskim szopy, służącej za rzeźnię i jatkę. Tam przypiekano ściskano mu głowę uwitym z gałęzi dębowych powrósłem i palono go żywym ogniem. Wbijano mu też drzazgi pod paznokcie, zerwano skórę z rąk i pleców, żywą ranę posypując mąką z orkiszu. Kiedy Andrzej Bobola mimo tortur, jakim go poddano, wzywał oprawców do opamiętania, ci odcięli mu nos i wargi, a przez otwór wycięty w karku wydobyli jego język i odcięli go u nasady. Wreszcie przywiązali go za nogi głową w dół, naśmiewając się z niego i drwili, widząc jego drgające w konwulsjach ciało.
Papież Pius XII w encyklice poświęconej Andrzejowi Boboli pisał: „W tej męce dorównał Męczennik polski najchlubniejszym zwycięzcom, jakich czci katolicki Kościół.”
Ciało Andrzeja Boboli przewieziono do Pińska i tam w podziemiach kościoła św. Stanisława, pochowano.
Powoli pamięć o męczeństwie i samym Męczenniku gasła. Dopóki żyli świadkowie pamiętający te tragiczne wydarzenia, dopóty żyła o nich pamięć.
Ja jestem Andrzej Bobola…
Czterdzieści pięć lat później, w 1702 roku, Polesie, podobnie jak i inne ziemie Rzeczypospolitej zagrożone było przemarszami wojsk szwedzkich, rosyjskich i saskich. Widmo kolejnego pustoszenia tych ziem nie dawało spokoju przełożonemu kolegium pińskiemu, o. Marcinowi Godebskiemu. W niedzielę 16 kwietnia, kiedy położył się już spać, ukazał mu się nagle jezuita w sutannie i zganił go za to, że szuka pomocy nie tam, gdzie powinien. Na pytanie kim jest odpowiedział, że jest Andrzejem Bobolą, prosił ażeby odszukać jego ciało w krypcie pod kościołem i umieścić je w oddzielnym miejscu. W zamian obiecał otoczyć kolegium opieką.
Trumnę z ciałem Andrzeja Boboli z niemałym trudem odnaleziono, a kiedy ją otwarto, uczestników wydarzenia wprawił w osłupienie stan zwłok Andrzeja Boboli, bowiem zachowane były w idealnym stanie, „jakby dopiero je pochowano”, a od pochówku minęło 45 lat(!) Wieść o tym szybko się rozeszła nie tylko w Pińsku, ale nawet w Austrii i w Niemczech. Wydarzenie to uznano za cudowne, co przyczyniło się do rozwoju kultu zmarłego. Pierwszy drukowany życiorys Andrzeja Boboli został opublikowany w Würzburgu. Zmarły dotrzymał słowa; dowódcy rosyjskich wojsk zajmujących Polesie nieoczekiwanie wydawali glejty chroniące pińskie kolegium. Liczba łask i cudów otrzymywanych za pośrednictwem Andrzeja Boboli rosła, jego kult się rozszerzał. Do jego grobu przybywali pielgrzymi indywidualni i pielgrzymki zbiorowe.
To było powodem rozpoczęcia starań o beatyfikację zmarłego. Stoloica Apostolska nakazała przeprowadzenie w Polsce procesów kanonicznych, które odbywały się w latach1711-1731.
Papież Benedykt XIV zamknął w Rzymie pierwszy etap procesu beatyfikacyjnego 9 lutego 1755 roku. Rozszerzający się kult Andrzeja Boboli był solą w oku prawosławnych. Ich synod nakazał zatem zamknąć kryptę z ciałem męczennika i nikogo tam nie wpuszczać, a jego trumnę potajemnie zakopać w ziemi. Jezuici zdołali jednak temu zapobiec. Generał zakonu jezuitów zdołał uzyskać od cara Aleksandra I zgodę na przewiezienie relikwii z Pińska do Połocka, co nastąpiło 29 stycznia 1808 roku.
W 1809 roku, ojciec Korzeniewski, dominikanin, modlił się do Andrzeja Boboli, pytając go kiedy ziści się jego przepowiednia odzyskania przez Polskę niepodległości. W nocy miał widzenie Andrzeja, który pokazał mu obrazy wojen, po których ma nastąpić zapowiedziane uwolnienie się Polski spod jarzma zaborów. Na dowód tego, że to co mówił jest prawdą, odcisnął swoją dłoń na drewnianym stoliku. Ślad tej dłoni był także dla innych świadectwem cudownej zapowiedzi zmartwychwstania Polski.
Błogosławiony
W 1826 roku papież Leon XII wznowił proces beatyfikacyjny Andrzeja. Proces prowadzony za pontyfikatów Piusa VIII i Grzegorza XVI zakończył Pius IX.
Uroczystość beatyfikacyjna odbyła się w bazylice św. Piotra w Rzymie 30 października 1853 roku.
Że3by opisać jaki owe wydarzenie miało reperkusje w świecie rosyjskim posłużę się cytatem z książki autorstwa małżeństwa Szarków:
„Wyniesienie na ołtarze rozwścieczyło cara Mikołaja II, który za karę odwołał z Rzymu nie umiejącego powstrzymać beatyfikacji posła ApollinaregoButieniewa oraz skazł na śmierć sześciu Polaków wcielonych do rosyjskiej armii. Nie zahamowało to wzmożonego kultu Błogosławionego, upamiętnianego teraz licznymi obrazkami oraz uroczystymi trzydniówkami, urządzanymi ku jego czci po całym świecie w kościołach i kaplicach zakonu. W 1857 roku, przy okazji wizyty kanonicznej u grobu Andrzeja arcybiskupa mohylewskiego Wacława Żylińskiego, otwarto trumnę i ubrano ciało Męczennika w nmwe szaty, a także odcięto część lewego ramienia, jako dar relikwii dla papieża Piusa IX.”
Po usunięciu z Połocka dominikanów po upadku powstania styczniowego, w 1864 roku kościół przejęli księża diecezjalni.
Kult Błogosławionego rozwijał się głównie za sprawą jezuitów także w Galicji – we Lwowie i w Krakowie. W 1907 roku, w 250 rocznicę śmierci Andrzeja Boboli, odprawiano tu szczególne nabożeństwa do Błogosławionego. Wielkie uroczystości ku czci Andrzeja Boboli odbyły się w następnym roku w diecezji mohylewskiej. W 1917 roku odbyło się uroczyste umieszczenie szczątków Błogosławionego w kaplicy kościoła w Połocku, na dębowym ołtarzu w metalowej trumnie. To tu, w Połocku, dokonano oglądu ciała Andrzeja Boboli, zmieniono mu szaty i wyjęto trzy żebra, z których jedno podarowano dla jezuickiego kościoła św. Barbary w Krakowie, gdzie przebywa do dziś.
Pomoc z nieba
Kiedy w 1920 roku dopiero co odzyskana wolność i niepodległość Polski została zagrożona przez bolszewików, od razu zwrócono się do Andrzeja Boboli o interwencję. Zgromadzeni w Częstochowie na Jasnej Górze biskupi polscy 28 lipca 1920 roku skierowali do papieża Benedykta XV prośbę o kanonizację bł. Andrzeja Boboli. Prośbę tę poparł w oddzielnym liście dołączonym do prośby biskupów Naczelnik Państwa Józef Piłsudski. Zaraz potem metropolita warszawski ks. kard. Aleksander Kakowski wydał list do duchowieństwa archidiecezji o religijno-patriotyczną mobilizację, by za przyczyną bł. Andrzeja i bł. Władysława z Gielniowa, patrona Warszawy, Bóg okazał swą łaskę narodowi polskiemu i dał mu ocalenie od zagrożenia, jakie nieśli ze sobą bolszewicy.
Warszawa pogrążyła się w modlitwie. Odbyły się manifestacje religijne przy Najświętszym Sakramencie przy udziale relikwii obydwu błogosławionych, przy czym relikwie Andrzeja Boboli zostały sprowadzone z Krakowa, bo jego ciało spoczywało nadal w Połocku.. Apogeum tych uroczystych modłów miało miejsce w niedzielę 8 sierpnia, kiedy to liczne procesje przybyły na plac Zamkowy, gdzie wystawione były relikwie obydwu błogosławionych, przy których modlono się o ocalenie Polski. W uroczystościach uczestniczyły „nieprzeliczone rzesze wiernych”.
„I tym razem wielki orędownik Polski nie zawiódł. Bolszewicy zostali pod Warszawą pokonani w ostatnim dniu nowenny, 15 sierpnia 1820 roku, Kidy to doszło do Cudu nad Wisłą.”
Losy relikwii bł. Andrzeja Boboli
W czerwcu 1922 roku bolszewicy zażądali natychmiastowego zrewidowania sarkofagu Błogosławionego, chcąc udowodnić oszustwo katolików, które miało polegać na fałszowaniu stanu zwłok Męczennika. Guberialny Komitet Wykonawczy w Witebsku doręczył władzom w Połocku rozkaz otwarcia trumny Męczennika. Wojsko otoczyło kościół, otwarto trumnę, odarli ciało z szat i rzucili ciałem o ziemię. Ale ciało nie rozpadło się. Po tej profanacji zwłok bł. Andrzeja wierni organizowali modlitwy ekspiacyjne, a miesiąc później uzbrojeni bolszewicy wdarli się do kościoła, bijąc i mordują stawiających opór parafian, porwali relikwie i wywieźli je do… Moskwy, gdzie zostały wystawione w gmachu Muzeum Higienicznej Wystawy Ludowego Komisariatu Zdrowia, jako ciekawy okaz mumii, gdzie wystawione cieszyło się kultem prawosławnych.
O zwrot ciała Błogosławionego zabiegał bezskutecznie arcybiskup Cieplak. Szansa na ich odzyskanie pojawiła się w 1922 roku, kiedy w sowieckiej Rosji zapanował straszny głód, a Stolica Apostolska pospieszyła jej z pomocą poprzez utworzenie w Rosji Papieskiej Misji Ratowniczej, której pracami kierowali dwaj amerykańscy jezuici. Wobec takich zasług papieża Piusa XI, rząd sowiecki nie odmówił prośbie papieża, zezwalając na ich wywiezienie, ale „nie do Polski, ani nawet przez terytorium Polski”.
1 listopada 1923 roku relikwie Błogosławionego dotarły do Rzymu, a 18 maja 1924 roku papież Pius XI powierzył relikwie jezuickiemu kościołowi Najświętszego Imienia Jezus, gdzie przebywały aż do 1938 roku.
Święty
Dzięki staraniom jezuitów i Episkopatu Polski w 1938 roku zakończył się proces kanonizacyjny Męczennika. Papież zatwierdził wówczas dwa, spośród ponad dwóch tysięcy, cuda jakie miały miejsce za przyczyną bł. Andrzeja Boboli. On też wyznaczył termin uroczystości kanonizacyjnych na 17 kwietnia 1938 roku. Na kanonizację przybyło z Polski ponad dziewięć tysięcy pielgrzymów!
Podczas uroczystości papież powiedział o świętym Polaku: „Ten zaś, którego słusznie ‘łowcą dusz’ nazwano, Andrzej Bobola, kapłan Towarzystwa Jezusowego, uczy nas gorliwie pracować nad rozszerzeniem Królestwa Bożego, a jako nieugięty męczennik skłania do męstwa gnuśnych ludzi naszych czasów, do podejmowania wszelkich trudów dla Boga i Kościoła (…)”
Po kanonizacji ustalono, że relikwie Świętego wrócą do Polski. Jezuici chcieli, by umieścić je w Pińsku lub w Wilnie, ale papież Pius XI zdecydował, że spoczną w Warszawie.
Powrót relikwii…
…do Ojczyzny był wielkim wydarzeniem o znaczeniu religijnym
i historycznym. Do Rzymu po relikwie Świętego pojechała specjalna delegacja w liczbie 125 osób wraz z księciem Andrzejem Lubomirskim. Po licznych uroczystych nabożeństwach, ciało Świętego umieszczono na specjalnym rydwanie i poprowadzono ulicami miasta na dworzec kolejowy. Na ulicach Rzymu Świętego żegnał niemal cały Rzym. Prasa włoska pisała: „Władze cywilne i wojskowe kroczyły za trumną. Karabinierzy i młodzież utrzymywała wzorowy porządek. Wśród śpiewów, oklasków, okrzyków, ‘e viva Polonia’, ‘e viva il Santo Polono’ i bicia dzwonów opuszczał święty męczennik Wieczne Miasto.”
W sobotę 11 czerwca 1938 roku o świcie „przekroczyły one granice Polski i triumfalnie wjechały na dworzec w Zebrzydowicach – witane muzyką, pieśnią, łzami tysięcy rodaków i wspaniałym nabożeństwem na placu sportowym.”
Trasa pociągu wiodła przez Dziedzice, Czechowice (tu relikwie witał gen. Haller, a honory oddała kompania 4 Pułku Strzelców Podhalańskich), Oświęcim i Kraków, gdzie trumnę ze zwłokami św. Andrzeja witał arcybiskup Adam Sapieha i jak wszędzie na trasie przejazdów i przemarszy – niezliczone tłumy wiernych. Z Krakowa pociąg pojechał do Katowic i Poznania, gdzie relikwie Świętego witały wszystkie dzwony w mieście. Stąd pociąg pojechał do Ostrowa Wielkopolskiego, Kalisza, Sieradza, Łodzi, gdzie po przygotowanych uroczystościach przed dworcem kolejowym, w które zaangażowały się władze miejscowe i wierni, pociąg odjechał do Warszawy.
W stolicy Świętego witali: Naczelny Wódz Marszałek Edward Rydz-Śmigły, wicepremier Eugeniusz Kwiatkowski, marszałek Senatu Aleksander Prystor, wicemarszałek Sejmu, generałowie, ministrowie, urzędnicy i rektorzy, profesorowie i prezydent miasta Stefan Starzyński oraz duchowieństwo z arcybiskupem warszawskim Aleksandrem Kakowskim. Prasa warszawska pisała: „To, co się działo w Warszawie 17 czerwca 1938 roku zapisze się jako historyczny moment w dziejach Polski. Masy, setki tysięcy ludzi zebranych na ulicach Warszawy zastygły jakby w radosnym i pełnym powagi i skupienia oczekiwaniu, że oto teraz stanie się coś wielkiego, gdy Święty Patron Polski, zapowiadający jej zmartwychwstanie przybył do nas. Głowa przy głowie, wojsko, ludność cywilna, młodzież, cisza, aż nagle zrywa się śpiew-wołanie: ‘Gaude Mater Polonia’. Mocarz ducha, triumfator – męczennik wraca do swych rodzinnych stron.”
Na zakończenie tych obszernych, ale wartych zapoznania się z nimi, informacji na temat Świętego Andrzeja Boboli, Patrona Polski, przytoczę słowa księdza Zygmunta Choromańskiego, wypowiedziane podczas uroczystego powitania relikwii Męczennika 17 czerwca 1938 roku w Warszawie:
„Ileż to myśli ciśnie się do głowy w tej uroczystej dziejowej dla Polski chwili. Słusznie powiadają, że i narody mają duszę. Istotą właśnie narodu jest jego dusza – a więc nie finanse, nie rząd, nie armia i najbezpieczniejsze granice są istotą narodu, lecz jego dusza. A przez duszę narodu rozumiemy pewną wypadkową wszystkich sił i woli – jednomyślny poryw wszystkich serc do wielkiego, największego ideału. Narody chrześcijańskie w narodowej swej świadomości mają żywe poczucie misji dziejowej, włożonej im przez Boga samego. I Polska ma swoje przeznaczenie dziejowe. Polski przeznaczenie to obrona chrześcijańskiego świata przed jego wrogami i dlatego Polska zasłużyła sobie na zaszczytne miano przedmurza chrześcijaństwa.” Wspominał o tym także Pius XI, mówiąc, że aby to posłannictwo wypełnić trzeba pamiętać, że „Polska musi uznawać Boga nad sobą, czyli inaczej religia musi być duszą państwa. Jeden z pisarzy kościelnych powiada, ze państwo bez Kościoła, to mord społeczny. I nie ma innego słowa, innego określenia, bo kto rozdziela ciało i duszę, popełnia zabójstwo. A zabójstwo jest zbrodnią. I tak to tłumaczy. Państwo i Kościół należą wzajem do siebie, jak ciało i dusza (…)”
Te słowa, to ogromne przesłanie i wyzwanie, zwłaszcza dla tak zwanych elit rządzących Polską, które dawno już zatraciły zdolność krytycznej i rzeczowej samooceny służącej Polsce i Polakom.
Marek Lewandowski

